Przystanki

piątek, 21 kwietnia 2017

Z Lotniska Chopina najbardziej lubię teraz wracać pociągiem. Zwłaszcza, odkąd SKM-ki na przemian z Kolejami Mazowieckimi kursują w miarę regularnym takcie co kwadrans. A kiedy mój samolot ląduje w godzinach popołudniowego szczytu (wtedy na pewno nie ma mowy, żebym wracał autobusem 175/188 przez korki i w tłoku), nie przesiadam się na Dworcu Centralnym/Śródmieściu, żeby nie tarabanić się z bagażem do tramwaju lub metra. Wolę jechać dalej przez Dworzec Wschodni i dopiero na przystanku PKP Toruńska między Żeraniem a Bródnem, czyli na Pelcowiźnie, łapię autobus w kierunku Żoliborza. Tutaj jednak dla przesiadkowiczów zaczynają się schody. Dosłownie i w przenośni. 

Ta nieco okrężna droga do domu wcale nie musi trwać dłużej - od dotknięcia kół samolotu o pas startowy na Okęciu mija półtorej godziny. Sam przejazd pociągiem z Lotniska Chopina do W-wy Toruńskiej zajmuje według rozkładu 36 minut. Podwójnym składem Kolei Mazowieckich przed godz. 16 jechał duży tłum. Od stacji Żwirki i Wigury były zajęte wszystkie miejsca siedzące, od następnej ludzie stali w przejściach. Całkiem sporo osób wysiadło na Toruńskiej.

Ci, którzy zmierzają na drugi brzeg Wisły, mają problem, bo węzeł przesiadkowy jest rozdwojony. Który więc przystanek autobusowy wybrać? Ten przy bocznej jezdni Trasy Toruńskiej, gdzie zatrzymują się linie 132 i 134 z Zielonej Białołęki, a schody prowadzą tam ze środkowej części peronu kolejowego? Czy może ten dla linii z Bródna - 112, 156 i 414 (ostatnia - przyspieszona - zaczęła się tu zatrzymywać od niedawna)? Rozkład jazdy w telefonie komórkowym podpowiedział, że wcześniej przyjadą dwa autobusy z tej drugiej grupy.

Mając 4-minutowy zapas, ruszyłem więc przez niemal całą długość peronu (to jakieś 100 m) do podnośnika. Nie przewidziałem jednak, że jego zjazd i powrót na górę (cały czas trzeba trzymać wciśnięty guzik - słabe to) zajmie aż tak dużo czasu. A potem trzeba jeszcze drałować jakieś 150 m po wiadukcie do zdecydowanie za bardzo oddalonego przystanku autobusów. W tym czasie z tego drugiego zdążył odjechać autobus linii 134 (widać go na zdjęciu w głębi) i minął mnie stojącego dalej.

Niewygoda punktów przesiadkowych to pięta achilesowa coraz lepszej komunikacji miejskiej w Warszawie. Niby mówi się o tym od lat, a niewiele to zmienia. ZTM i ratusz, ustalając trasy i rozkłady jazdy, stosują politykę przesiadkową, ale nie ułatwiają pasażerom zmiany linii. Zdaję sobie sprawę, że nad peronem Warszawy Toruńskiej niewiele można poprawić z przyczyn oczywistych - autobusy z Zielonej Białołęki i z Bródna przyjeżdżają tu różnymi wiaduktami. Może jednak linie 132 i 134 powinny się zatrzymywać dodatkowo na żądanie także na drugim przystanku - tam, gdzie pozostałe autobusy?

Osobiście rzadko przesiadam się w tym mało przyjaznym miejscu (schody, spore odległości do pokonania, ogólny wygwizdów, za to całkiem porządna oferta - dużo linii i w miarę częste kursy, tyle że rozdwojone). Znam jednak co najmniej 2 osoby, które korzystają z niego na co dzień, dojeżdżając na Żoliborz pociągami od strony Legionowa. Wśród nich jest nasza osiedlowa fryzjerka, która najpierw jedzie kilka kilometrów samochodem do stacji kolejowej w Pomiechówku (wzorcowy przykład systemu "Parkuj i Jedź" pod Warszawą). Warto więc zadbać o wygodę takich stałych pasażerów. A może usprawnienie przesiadek w węźle PKP Toruńska zachęciłoby kolejne osoby, by z niego korzystali?

(osa)

22:33, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (8) »
wtorek, 24 stycznia 2017

Wracałem dziś z budowy metra na Targówku i po ucieczce bezpośredniego autobusu linii 162 do redakcji przy Czerskiej miałem dwie przesiadki. Pierwsza dość sprawna z autobusu linii 160, który zatrzymuje się teraz przy długim i szerokim przystanku w al. "Solidarności" na wysokości cerkwi ze schodami do stacji metra Dworzec Wileński. Drugą linią podjechałem w 3 minuty na stację Centrum Nauki Kopernik. Tutaj, niestety, przesiadka nie wygląda już tak różowo. Najpierw trzeba się sporo nałazić to w górę, to po powierzchni koło pomnika Syreny i pod mostem Świętokrzyskim, to znowu w dół na przystanek autobusowy linii 185.

I to jest najgorszy punkt programu. Gdybym nie spojrzał do rozkładu, z którego wynikało, że albo będę tu na styk, albo czas oczekiwania wyniesie najwyżej 2 minuty, pewnie zdecydowałbym się na inną drogę. Byleby nie tkwić w tym strasznym miejscu, jakim dla pasażerów komunikacji miejskiej jest tunel Wisłostrady.

Pisałem o tym już nieraz, także na łamach "Gazety Stołecznej", licząc, że w ratuszu wymyślą jakieś rozwiązanie, które chroniłoby ludzi przed hałasem pędzących aut ocierającym się momentami o próg bólu. Poza tym, kiedy stoi się w tym tunelu, ma się wrażenie, że zaraz może dojść do stłuczki i rozpędzone auta wpadną na przystanek, rozgniatając czekających o ścianę. Problem stał się większy, odkąd otwarto II linię metra - wyraźnie wzrosła liczba przesiadkowiczów. Sam jestem tu w tej roli raz na ruski rok.

Zauważyłem, że pasażerka, która przechodziła razem ze mną z metra do tunelu Wisłostrady, zatrzymała się przezornie na schodach. Stąd wypatrywaliśmy, kiedy nadjedzie nasze "185". Dopiero kiedy pojawiło się w tunelu, ruszyliśmy w dół.

Ludzie radzą więc sobie, jak mogą, a urzędnicy udają, że nie ma problemu.

Po wejściu do autobusu, natknąłem się na widok z serii "Torba (i jej) podróżna", który powiększy moje blogowe obserwacje:

Trzeba przyznać, że pani bardzo się starała i zostawiła obok torby jeszcze połowę siedzenia do wykorzystania.

Inny obrazek z początku stycznia - autobus linii 131 na pętli Dworzec Centralny:

(osa)

17:53, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (12) »
czwartek, 22 grudnia 2016

Fot. Kuba Atys/AG

Jak Wam się podoba tegoroczna iluminacja świąteczna w Warszawie? Moim zdaniem jest wyjątkowo udana. Na Boże Narodzenie wystrojono rekordowo dużo ulic na obu brzegach Wisły, a każda z nich ma oryginalny wzór dekoracji, podobnie mosty Śląsko-Dąbrowski i Poniatowskiego. Zdarzają się też akcenty komunikacyjne jak ten autobus z prezentami - jelcz ogórek - z przystanku na placu Na Rozdrożu. Dostaję pytania, czy to mój ulubiony element. Owszem, jest pomysłowy, ale najbardziej podoba mi się paw z narożnika Alej Ujazdowskich i Pięknej:

Paw wygląda imponująco nawet za dnia, kiedy się nie świeci. Ilekroć przejeżdżam obok, widzę, jak ludzie robią sobie przy pawiu zdjęcia, a nawet go dotykają. Absolutny hit.

Całkiem inny akcent świąteczny wkroczył na pętlę tramwajową linii 15 Marymont-Potok, na której w 2017 r. ma wyrosnąć przegłosowany w budżecie obywatelskim ogród Frutti per Tutti (bardzo jestem ciekaw):

Na razie stanęły choinki. Mam wrażenie, że w tym roku handluje się nimi niemal na każdym rogu. Mnóstwo towaru, a ceny wcale nie takie niskie. Nasze domowe, dość mikre drzewko, które sięga mi nieco powyżej pasa, kosztowało 70 zł.

Iluminacja rozwesela warszawskie ulice. Niestety, w naszej redakcji będą to bardzo smutne święta. Tak jak nigdy dotąd.

(osa)

23:50, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (4) »
czwartek, 15 grudnia 2016

To obrazek jeszcze z poprzedniego tygodnia. Od początku obecnego na tym nowym przystanku przy ul. Mickiewicza za ul. Bohomolca zatrzymują się autobusy. Poprzedni Zarząd Transportu Miejskiego przesunął o jakieś 100 m do przodu. W starej lokalizacji znajdował się na wysokości "szklanego domu" z pięknie odnowioną w tym roku elewacją - wybitny przykład funkcjonalizmu na Żoliborzu autorstwa przedwojennego architekta Juliusza Żórawskiego, który wzorował się na architekturze Le Corbusiera, a tuż po wojnie ten blok - Mickiewicza 34/36 - odwiedził słynny Pablo Picasso.

Dla autobusów jeszcze w czasach PRL zbudowano przed "szklanym domem" wyjątkowo niepraktyczne zatoki przystankowe. Jedną za drugą. Dziwny to był pomysł - najwidoczniej zakładano, że autobusy jeżdżą stadami, co na tym odcinku ul. Mickiewicza nie zmieniło się do dziś (o tym zaraz). A przecież długo kursowała tu tylko jedna linia 118 (pl. Konstytucji - Gwiaździsta), zanim skierowano ją na Bródno, a wtedy w 1981 r. przez ul. Mickiewicza z przystankiem na żądanie przy Bohomolca przedłużono z pl. Wilsona trasę linii 185 na Gwiaździstą. Takie podwójne zatoki spotykało się jednak w dawnym systemie w różnych miejscach - pamiętam je z ul. Prostej za Żelazną w stronę Świętokrzyskiej (z moich podróży z Woli do Pałacu Młodzieży linią 109) czy z pl. Zawiszy na Towarowej w stronę Prostej.

Pasażerowie na przystanku Bohomolca nie mieli łatwo. Kierowcy zresztą też. Ostatnio była tu używana tylko jedna zatoka wcinająca się głęboko w chodnik. Dopóki przystanek był "na żądanie" wychodziło się do zatoki albo nawet na jezdnię, machało na kierowcę i szybko wracało na trotuar.

Te dziwne manewry były konieczne z powodu złej widoczności, którą ograniczały samochody zaparkowane w drugiej zatoce, na chodniku i prawym pasie ul. Mickiewicza. Jakiś czas temu ZTM zlikwidował przystanek "na żądanie" i wprowadził przystanek stały, co z kolei stało się utrapieniem dla kierowców i pasażerów jadących w autobusach - mało kto wsiadał i wysiadał przy Bohomolca. A jak wsiadał, to z poziomu klinkieru, którym wyłożono zatokę, i ze wspinaczką do drzwi autobusu, bo mało któremu kierowcy chciało się podjeżdżać bezpośrednio pod krawężnik:


Z przystanku korzysta wielu pacjentów pobliskiej przychodni z ul. Szajnochy. Niektórzy zaglądają zapewne do apteki w "szklanym domu". Może wracają od lekarza z receptą na antybiotyk i jakiś aerozol sterydowy na chore zatoki. Od urzędników ZTM oczekiwaliśmy leczenia zatok przystankowych - przewlekłego stanu, który trwał przez kilkadziesiąt lat. I wreszcie na ul. Mickiewicza udało się zaaplikować skuteczną kurację, choć na razie tylko połowicznie, bo w najlepsze istnieją zatoki przystankowe po drugiej stronie ulicy (w kierunku pl. Wilsona).

W nowej lokalizacji przystanku w stronę Bielan nie ma żadnej zatoki, autobusy zatrzymują się przy krawężniku. Kierowcom też nie jest łatwo, bo muszą manewrować między zaparkowanymi samochodami (zajęte są wszystkie wolne miejsca wokół stacji metra Plac Wilsona i to w coraz większej odległości - kiedy płatne parkowanie na Żoliborzu? kiedy zaniechany garaż podziemny przy metrze?). Sam przystanek wygląda porządnie - wyłożony dużymi płytami chodnikowymi, są rowki prowadzące osoby niewidome, stoi nowa wiata.

Teraz z niecierpliwością czekam na obiecane poprawki w rozkładach jazdy. Zarówno w kierunku Bielan, jak i pl. Wilsona. Ulicą Mickiewicza jeżdżą cztery linie autobusowe (za dużo!) i jedna tramwajowa. Tak się składa, że bardzo często jednocześnie. Mamy jazdę stadną z długimi przerwami między kursami. I nie jest to spowodowane wyłącznie zakłóceniami w ruchu i korkami gdzieś daleko na mieście, ale ZTM celowo zaplanował odjazdy jeden za drugim albo nawet o tej samej godzinie (np. linie 181 i 185 między godz. 9 a 14 docierają razem na pl. Wilsona - to jakieś 20 wspólnych kursów).

Tak to wyglądało w ciasnej zatoce na starym przystanku Bohomolca:


Byłem świadkiem, jak na przystanek Bohomolca w jego poprzedniej lokalizacji, zjechały się 4 autobusy - kolejno linii: 122, 157, 185 i znowu 122. Wszystkie do pętli na Gwiaździstej. Powoli tracę nadzieję, ale może doczekamy się w końcu skoordynowanego rozkładu jazdy na tym odcinku ul. Mickiewicza...

(osa)

18:19, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 07 marca 2016

Niedawno zapowiadałem zmiany przystankowe (i nie tylko) na ul. Waryńskiego i właśnie się zaczęły. Jezdnia jest zwężona, wiata przesunięta na dawny prawy pas, gdzie zatrzymywały się autobusy w stronę Mokotowa:


Miałem to okazję wypróbować dzisiaj w drodze do pracy podczas przesiadki z metra na stacji Politechnika. Pasażerowie mają teraz nawet więcej miejsca niż wcześniej i wydaje się, że są mniej narażeni na kolizje z przejeżdżającymi rowerzystami:


Droga rowerowa na ul. Waryńskiego wytyczona w zeszłym roku po wielu latach zapowiedzi i podchodów została przerwana płotem i musiała nieco zmienić przebieg.

Jezdnia ul. Waryńskiego mimo zwężenia nadal zachowała 3 pasy ruchu w stronę ronda Jazdy Polskiej, czyli skrzyżowania z Trasą Łazienkowską. W przeciwnym kierunku (do Nowowiejskiej i pl. Konstytucji) samochody i autobusy mają 2 pasy ruchu - tak jak wcześniej. Zniknął tylko pas postojowy dla autobusów kończących trasę nad Metrem Politechnika. Przystanek techniczny przeniesiono za skrzyżowanie z ul. Nowowiejską, gdzie z kolei trzeba było zlikwidować miejsca parkingowe:


Ta okolica wciąż kojarzy mi się z tytułem opowiadania Marii Dąbrowskiej "Tu zaszła zmiana". Pisarka, która przez wiele lat mieszkała w kamienicy przy Polnej 40, opisała w 1951 r., jak trwa wciąż w tym samym miejscu, a widok z jej okna wciąż inny. W szkole podstawowej pisało się z tego wypracowania, a wcześniej odwiedzało dawne mieszkanie Marii Dąbrowskiej, gdzie szkolne wycieczki podejmowała krótkim występem aktorka Zofia Kucówna.

Tak to wyglądało w latach 80., gdy naprawdę wielka zmiana wokół Polnej dopiero miała się zacząć. Wcześniej, już po śmierci Dąbrowskiej w 1965 r., przebito ul. Waryńskiego od Nowowiejskiej w stronę Puławskiej, dzieląc na dwie części ul. Jaworzyńską i wyburzając część stojących przy niej kamienic. Ponad 20 lat później pod ul. Waryńskiego zaczęła się zaś budowa metra. Pamiętam, że autobusy były kierowane objazdami - najpierw Nowowiejską, pl. Politechniki (wtedy Jedności Robotniczej) i Polną do Waryńskiego, a przejściowo - od Marszałkowskiej przez Koszykową, Lwowską, pl. Politechniki i Polną do Waryńskiego.

A teraz ciąg dalszy zmian na ul. Waryńskiego. Zaczęły się przygotowania do budowy biurowca, który zostanie "doklejony" do ślepych ścian kamienic, które zostały po przebiciu ul. Waryńskiego w 2. połowie lat 60. Inwestor musiał dokupić kilka skrawków gruntu. Przymiarki do tej ciekawej inwestycji, która jest dużym wyzwaniem logistycznym, trwały od kilku lat.

Tak pisaliśmy o tym w "Stołecznej" w lutym 2012 r.:

"Stołeczny ratusz chce zwęzić ul. Waryńskiego. Dzięki temu w dzisiejszym pasie drogowym ulicy zmieści się jeszcze ścieżka rowerowa, a obok będzie mógł stanąć biurowiec doklejony do przedwojennych kamienic.

Sprzedaż działki zablokowało jednak to, że miejscy drogowcy zaplanowali na niej wytyczenie ścieżki rowerowej wzdłuż Waryńskiego. Niedawno zdecydowali się na inne wyjście. Najnowszy projekt ścieżki zakłada zwężenie pasów dla samochodów. Po remoncie miałyby liczyć 3,3 m szerokości (prawy, na którym stają autobusy, ma być 10 cm szerszy). W ten sposób odzyska się 2 metry, na których zmieści się ścieżka rowerowa.

- Teraz pasy mają nawet do 4 metrów szerokości, kierowcom nie jest potrzebne aż tyle - mówi Małgorzata Gajewska, rzeczniczka Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych. Projekt musi teraz zaopiniować inżynier ruchu Janusz Galas. - Niezależnie od tego rozwiązania my dalej deklarujemy podcięcie budynku o 2 m i wytyczenie pod nadwieszonymi piętrami chodnika - mówi Sergiusz Madurowicz, przedstawiciel inwestora".

I tak ulica Waryńskiego została zwężona w sposób właściwie nieodczuwalny dla kierowców. Można? Można. Obyło się zarówno bez typowego hejtu w internecie, jak i korków w realu.

(osa)

12:09, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (5) »
piątek, 26 lutego 2016

Pasażerowie narzekają często, że muszą czekać na autobus czy tramwaj pod gołym niebem. Nie jest to przyjemne, gdy wieje lub pada. W wielu przypadkach latami nie można się doprosić o wiatę przystankową. Dlatego zdziwił mnie ten widok na ul. Kijowskiej przy skrzyżowaniu z Targową:

Choć remont w tym miejscu odbył się już kilka lat temu, nie miałem dotąd okazji czekać tu na tramwaj i dopiero teraz natknąłem się na ten absurd. Odjeżdżają stąd trzy linie tramwajowe: 7 i 13 do bazyliki przy Kawęczyńskiej i 28 - jeden przystanek do pętli za Dworcem Wschodnim. Ok. godz. 10 na przystanku zastałem dwie osoby, może więcej jest w godzinach szczytu, ale czy aż tak wielu, żeby ustawiać w rzędzie aż trzy wiaty?

Na następnym przystanku przy Dworcu Wschodnim jest już tylko jedna. Akurat nadjechał nowy krótki tramwaj sprowadzony z bydgoskiej Pesy zwany szczeniakiem. Prawda, że wygląda świetnie?

Kijowska przy Targowej nie jest jedynym miejscem, gdzie marnują się wiaty. Zamontowano je np. w al. Reymonta za skrzyżowaniem z ul. Żeromskiego w kierunku Metra Wawrzyszew - ZTM miał tamtędy puścić autobusy linii 184, ale ustąpił garstce protestujących i linia 184 nadal krąży po Bielanach, a wiata w al. Reymonta stoi bezużytecznie. W tej samej dzielnicy postawiono wiaty na przystankach... dla wysiadających przed skrętem do zajezdni Żoliborz. To słynne skrzyżowanie ul. Zgrupowania AK "Kampinos" z ul. Książąt Mazowieckich, gdzie zainstalowano aż 64 sygnalizatory świetlne, które po włączeniu zablokowały tramwaje szykowane w zajezdni do wyruszenia w trasę. Dlatego sygnalizację wyłączono i od kilku lat pulsuje tylko na żółto albo nie działa wcale:

Fot. Agata Grzybowska/AG

(osa)

20:08, osa_oraz_smik , Przystanki
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11

Gazeta.pl Warszawa